Autor Wątek: Praktyka codziennego wieczornego wybaczania  (Przeczytany 15062 razy)

Offline Dorota #15 dnia: Styczeń 16, 2006, 14:36:22

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 7
Nie dalej jak w piątek, "spięłam się" z kobitką w sklepie.
Poraz pierwszy odczułam różnicę pomiędzy podobnymi sytuacjami wcześniej , a tą.
Teraz wygarnęłm, co miałam w danym momencie(po raz pierwszy obserwowałam to! cudna zabawa! słowa same się cisnęły!).
Jeszcze chwilę potem mną trzepało,a jak wytrzepało to przestało.Nie pozostawiając kaca ,lub jak kto woli , niesmaku.
Ale byłam z siebie dumna!
Poraz pierwszy nie ścisnęłam tego w sobie, i nie żałowałam potem, że nie powiedziałam nic, tak jak to do tej pory bywało przy podobnych okazjach.
Poraz pierwszy, jakby zrównałam się z sytuacją , a nie stałam na przegranej pozycji. Jak te ciele mele.

Wieczorem okazało się że to co się zadziało , jest jak wyblakły obrazek. Wytrzepało się wtedy.

Kiedyś myślałam że takie sytuacje "podlegają" pod praktykę cowieczornego wybaczania.
Przy tej sytuacji, poczułam że nie .
Sama nie wiem czy coś kombinuję , a może to chodzi tylko o sytuacje , które sprawiają ból, przykrość. A nie o takie ,w których na maxa( rzec by się chciało : "dla zdrowotności" ) się wk...urzysz?

Offline Magda #16 dnia: Styczeń 23, 2006, 20:22:45

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 5
Zaczęłam praktykować codzienne wieczorne wybaczanie i napotkałam problem:

co zrobić w takiej sytuacji: byłam świadkiem jakiegoś zdarzenia. Poczułam wkurzenia na osobę, która mnie personalnie nic nie zrobiła ale to co zrobiła komuś innemu w mojej obecności bardzo mnie zabolało?

Dodam jeszcze przykład (całkiem wymyślony): powiedzmy, że ktoś w mojej obecności kopnął czy uderzył psa, który nic mu nie zrobił. A ja czuję wkurwienie na tę osobę?

Albo (juz bardziej prawdziwy) moja matka krzyczy w mojej obecności na ojca, obrzuca go róznymi epitetami bez specjalnego powodu.

Czyli jestem świadkiem zdarzenia, które mnie bezpośrednio nie dotyczy (nie ja jestem obiektem agresji) ale rusza mnie i czuję wkurwienie?

Jak coś takiego potraktować?
Miłość to siła do rozwoju, doskonalenia się, pokonywania własnych ograniczeń, do stawania się boską istotą.

Offline Kosteczka #17 dnia: Styczeń 29, 2006, 17:16:32

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 11
  • Teraźniejszość
Madziu, piszesz ".... bardzo mnie zabolało?"
Jeżeli znalazłaś się w jakiejś sytuacji - nie był to przypadek.
Lekcja powtarzana jest dopóty, dopóki się jej nie nauczysz.
A skoro zabolało, to już wiesz/czujesz nad czym można popracować.
Inni są po prostu odzwierciedleniem ciebie.

Polecam - Zasady bycia człowiekiem wieczorem przed snem są super. Jakiekolwiek zadam pytanie, wszystko w nich wyczytam  :D

Ostatnio jakiś dupek kopnął Maxi. Nie widziałam tego osobiście ale długo zasypiałam tamtej nocy. Pewnie, że na początku ucieszyłam się że Kostek mu  /dostal/
tylko co to zmieniło.
Dla mnie nie ma sensu wściekać się na kogoś, że nie kocha, nie czuje -
no bo jak ? jak nie ma serca.
Kilka dni później spotkałam tego pana-dupka. Szłam z Maxi koło bloku.
Popatrzyłam na niego ze współczuciem - a on szybciutko uciekł w inną ( swoją ) stronę.
Hm... przecież to nie ja mu natrzaskałam  :lol:
Bóg jest wszystkim i we wszystkim.

Offline Nika #18 dnia: Październik 29, 2007, 11:24:45

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 7
  • Życie jest piękne... pomimo wszystko
Miałam wczoraj bardzo trudny dzień z Tomkiem :(
   Nieźle mi d..... - zabolało  /rozdarte/... a potem przyszła taka fala wkurzenia  /redf/ ...
 miałam ochotę skoczyć mu do gardła - jak zranione zwierze.... chciałam oddać i... nie miałam czym  :shock: fala odeszła i pozostało zranienie :( 
 i poczułam jak się napinam, dumnie zadzieram głowę, zaciskam usta.....
 obserwowałam to przez chwilę i podjęłam decyzję - wybaczam - odpuszczam.... nim się zagnieździ, urośnie i dołoży do plecaka.

    Ale poszło z rozumu, rozsądku i serce odmówiło :(

Wtedy przypomniałam sobie różę - piękną czerwoną różę... i posłałam ją w stronę Tomka w myślach  /sle_caluski/... i tak została między nami a ja poszłam na spacer z psem i pooddychałam i poczułam jak powoli puszcza  :)
 Nie wiem czy do końca... ale wieczorem zasnęłam rozluźniona.   /motylek/

 
ciężko duchowo rozwinięta... :wink:

Mariusz #19 dnia: Grudzień 25, 2007, 22:40:08

  • Gość
 Po sytuacji lub imaginacji, która wymaga wybaczenia, zaczynam kontaktować się z tą sytuacją, następnie zastanawiam się czy Chcę Wybaczyć. Jak zobaczę, że Chcę przez rozum (czasami brak czasu  w ciągu dnia na kontakt z uczuciami) przekazuję sprawę Wybaczenia Gdzieś Tam w Górę i zostawiam sprawę.

Jeżeli sprawa jest "drobna" zwykle ten sposób działa, jeżeli "duża" to dzięki temu sposobowi zapamiętuję o co chodziło i z czym związane i mam temat do przepracowania. 

To jest dla mnie bardziej skuteczne i wygodne w ciągu dnia, gdy brakuje czasu na głębsze wejście w sytuację.

Przed Wigilią zobaczyłem jak mój dyrektor w pracy idzie korytarzem przygarbiony potwornie, poczułem coś jak współczucie ale też mogła to być litość i się wystraszyłem, że:
1. Poczułem litość zamiast współczucia.
2. Utożsamiam się z ofiarą czyli gdzieś tu czuć Wybaczaniem.

Skojarzyłem sytuację z Moim Ojcem, (chciałem w Wigilię wybaczyć Ojcu). Zszedłem na papierosa i skorzystałem ze sposobu wybaczania opisanego powyżej. Wybaczałem Ojcu, że był taki bezsilny i ja też bo nie mogłem zaradzić sytuacjom za które on był odpowiedzialny, ja wtedy byłem dzieckiem to nie było moje podwórko. Na Wigilii na przywitanie dałem czekoladę Ojcu. /serducho/

Dzielny z Niego  Człowiek wiele lat pił, żeby Mamie zmiękło serce i żeby dać Mi szansę na to Coś.