Autor Wątek: Mówić czy nie mówić o Wybaczaniu "niewtajemniczonym" ?  (Przeczytany 9051 razy)

Offline Filip dnia: Lipiec 03, 2005, 22:28:22

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 17
Słuchajcie - uległem lekkiemu oszołomieniu i ostatnio przy lada okazji, w każdej opowieści znajomych bliższych i dalszych dopatruję się przyczyn jakichś życiowych katastrof w nie-wybaczeniu. Zapewne tak jest.  Dopadł mnie taki duch mądrali, co to na wszystko ma jedno remedium. Czuję, że w tym zahaczaniu o wybaczanie w różnych rozmowach z "niewtajemniczonymi" jest coś zamiast mojego wybaczania. Jakbym sobie osładzał ten ból (popularna ucieczka w zajmowanie się innymi zapewne  :? ).

Myślę, że ten moment w którym korci, żeby coś chlapnąć na temat wybaczania, to może być sygnał, rodzaj wsparcia, aby wzmocnić, "ocknąć" swoją praktykę.

Jednak: mówić czy nie mówić, a jeśli mówić to komu?  Jakoś-do-tego-przygotowanym?
A może to podświadome podszywanie się pod nauczyciela...  :oops:
Czy temat i Portal jest tylko dla "wtajemniczonych"?

(W głębi duszy potrzebuję, żeby ktoś mnie opieprzył: Filip, nie gadaj! Wybaczaj!!!)

Pozdrawiam, F
Urodziłem się z prawem do szczęścia i radości życia. Jestem tu po to by cieszyć się życiem, kochać i być kochanym.

Leszek #1 dnia: Lipiec 03, 2005, 22:29:11

  • Gość
Też mam w sobie tego " ducha mądrali ". No i olał - mam. Najgorsze jest wtedy , gdy pojawiają się mądrzejsi...( lub z bardziej przekonującym duchem...). To my trzymamy tego " ducha " ( jak i inne duchy...) i jest mu bardzo nie w smak by go puścić. Pozdrawiam

Offline Filip #2 dnia: Lipiec 03, 2005, 22:30:14

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 17
Dziś Dzień Ojca. Sięgnąłem ponownie po Eichelbergera "Zdradzony przez ojca"... Zatrzymałem się na rozdziale "Spadek po ojcu" gdzie autor opisuje typ "Podziwiaj mnie". Zawrzało we mnie. Myślałem, że z tatą mam wszystko wyjaśnione! (czytaj: wybaczone). No i spotkałem się dziś z tatą. Razem ze złością ujawnioną przy lekturze pojawiło się poszukiwanie jakiegoś współczucia dla ojca, że jego ojciec może też się czuł niekochany, więc wystawiał się jak pomnik do podziwiania. To tłumaczenie jak wiadomo mnie z gniewu nie wyzwoli. Myślałem też -może i tacie powiedzieć o książce i w ogóle, żeby on coś  zmienił  :wink: (jest taka pokusa z bliźnimi-prawie zawsze!) i  znowu: mówić, czy nie mówić?
No więc myślę, że raczej nie mówić, tylko pracować nad sobą. Chyba, że ktoś dzieli się ze mną obserwacją typu : "jestem nieszczęśliwy/a, a wszystko przez Kowalskiego/ą" - i ciągnie za język co sądzę to, mówię wtedy - akceptacja, wybaczanie.

A wy co sądzicie?

Pozdrawiam serdecznie, Filip
Urodziłem się z prawem do szczęścia i radości życia. Jestem tu po to by cieszyć się życiem, kochać i być kochanym.

Leszek #3 dnia: Lipiec 03, 2005, 22:30:57

  • Gość
Widzę , że " spadek po ojcu " mamy taki sam... Myślę , że tzw. Radykalne Wybaczanie czy jak to tam nazwac jest w interesie i głównie dla dobra wybaczającego , a z mojej obserwcji na sobie , pod przykrywką tzw. oświecania innych kryje się jakaś ukryta zemsta , pokazanie jaki jestem wspaniały itp. No i takie oświecanie najczęściej kończyło się  jeszcze większym mrokiem. Pozdrawiam.

Offline Miriyan #4 dnia: Lipiec 03, 2005, 22:31:39

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 5
Moim zdaniem to zależy od sytuacji - na ile osoba jest gotowa i chętna znaleźć rozwiązanie swoich problemów. Zdarzało się, że mówiłam, ktoś skorzystał i potem był wdzięczny, że w całym galimatiasie tak naprawdę o to jedno chodziło. Ale też kiedy proponowałam to komuś bliskiemu, to totalny mur, wręcz agresja, jakbym trzymała stronę tego "wroga". A mi się serce krajało, bo wiedziałam, że lekarstwo jest w zasięgu ręki. Nie bez powodu jest powiedzenie "na złość mamie odmrożę sobie uszy". Póki sama ziejąca nienawiść jest zemstą, nie ważne jakim kosztem siebie, nie widzę szans, żeby ktoś był gotów naprawdę wysłuchać pomysłu na wybaczanie.

Offline Kalaquendi #5 dnia: Lipiec 03, 2005, 22:32:50

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 3
Filip , proponuję abyś spojrzał czy masz coś do ojca albo Ty nie ale on to  na pewno bo Ty to luzik . :wink:
Z mojego doświadczenia wiem , że kiedy sam wybaczyłem to tak naprawdę przestałem tą osobę próbować namawiać na wybaczanie . Moim zdaniem wystarczy we właściwym momencie informacja, że coś takiego istnieje  i oczywiście wtedy kiedy będzie pytał , szukał .
No i zostaje patrzenie z boku ze łzą w oku i jakoś wtedy dziwnie wielkim i miękkim sercem .

Offline Jurek #6 dnia: Lipiec 03, 2005, 22:33:42

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 14
  • MasterMan
Witaj FIlipie :D
Cytat: Filip
Myślałem też -może i tacie powiedzieć o książce i w ogóle, żeby on coś zmienił  (jest taka pokusa z bliźnimi-prawie zawsze!) i znowu: mówić, czy nie mówić?
Jeżeli pamiętam Kim - Czym jestem, to wiem również kim są inni.
Jeśli tak, to nie uważam się za kogoś lepszego, mądrzejszego, jak również głupszego, gorszego. Każdy ma , to co wybrał i bez jego przyzwolenia, prośby o pomoc, nie mam prawa mówić nikomu:
- Zobacz, oto jest...
- Mylisz się, błądzisz... itp
No chyba, że jest się Nauczycielem. W takim przypadku jednak uczniowie przychodzą do nauczyciela, tym samym dając przyzwolenie aby być nauczanymi.

Takie jest moje zdanie
Pozdrawiam wszystkich pamiętających i tych co zapominają :wink:
Chcę sam decydować o sobie i wszystkim co mnie dotyczy.

Offline Filip #7 dnia: Lipiec 03, 2005, 22:34:34

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 17
Jurku!
Cieszę się, że cię tu przeczytałem :) Tak, masz rację. Wróciłem wczoraj z Boguszy,
mam rozpalone serce przed tzw.czwartym krokiem i jedyne czego teraz chcę, to kochać.
Chcę, żeby mój ojciec żył i żeby mógł czuć, że go kocham.

Zauważyłem, że zawsze ilekroć "ponauczam", dostaję niedługo potem po uszach wprost proporcjonalnie do mojego zaangażowania w nawracanie innych. Jakkolwiek to cholernie trudne nie mówić nic kiedy się już wie, że to takie proste - wystarczy przecież otworzyć serce. Każdy je ma, więc każdy może uzdrowić siebie i swoje życie!

Trzymaj się i do zobaczenia za ok. dwa miechy!

Filip
Urodziłem się z prawem do szczęścia i radości życia. Jestem tu po to by cieszyć się życiem, kochać i być kochanym.

Anna #8 dnia: Luty 18, 2006, 18:56:39

  • Gość
jak pomóc wybaczyc, co mogę zrobić? proszę o pomoc

Offline Filip #9 dnia: Luty 19, 2006, 08:34:53

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 17
jak pomóc wybaczyc, co mogę zrobić? proszę o pomoc

Witaj!

Chcesz komuś pomóc, czy sama wybaczać? Proponuję zacząć od tego drugiego :).
A z "pomocy", na dobry początek, do czytania: "Radykalne wybaczanie" Tippinga (zazwyczaj jest w księgarniach).
Jednak najbardziej radykalna i skuteczna jest praktyka. Takie treningi wg.swojej metody prowadzi od kilkunastu lat Andrzej, administrator tego portalu. Najbliższy termin za miesiąc.

Powodzenia!
Urodziłem się z prawem do szczęścia i radości życia. Jestem tu po to by cieszyć się życiem, kochać i być kochanym.

Anna #10 dnia: Luty 19, 2006, 15:06:27

  • Gość
dzięki za odpowiedź, chodzi mi o kogoś, ja myślę, ze z moim wybaczaniem nie jest tak źle:)
ale co moge zrobic na poczatek kiedy ona tak sie broni przed tym tematem, nie chce nic mowic jak naklonic do mowienia?
na zgrupowanie nie pojedzie na pewno

Offline Dorota #11 dnia: Luty 20, 2006, 18:41:59

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 7
Anno,
to trochę enigmatycznie brzmi:
Cytuj
ja myślę, ze z moim wybaczaniem nie jest tak źle:)
czy to znaczy,że masz jakieś doświadczenie w wybaczaniu? Wybaczyłaś?
A może nie masz nic do wybaczenia...

Bo wiesz , moim zdaniem nakłanianiem i "przymuszaniem" do gadania , nic nie zdziałasz.

Chociaż nie , można osiągnąć (i to łatwo!) odwrotny efekt.

Jeśli jest to bliska Ci osoba , a z Twoim wybaczaniem rzeczywiście :"..nie jest tak źle", to pokaż jej sobą , że "warto" stać się człowiekiem wybaczającym

Anna #12 dnia: Luty 21, 2006, 09:40:04

  • Gość
staram sie jej pokazać, staram się jej pokazac ze jest jeszcze inny swiat,w ktorym nie musi ciagle patrzec wstecz, przez pryzmat tego co sie stalo. Ale ona sie boi. Boi się bolu ktory towarzyszyc moze przezywaniu tego tu i teraz, wiec woli tlumic wszystko. Woli ten ból, który czuje teraz. jest jej z nim dobrze. Wyste puje u niej typowa ucieczka i racjonalizacja.
Problem lezy w rodzinie, tyle ze nie bardzo wiem jaki, bo nie chce mowic, chociaz powoli sie otwiera.

dziekuje za zainteresowanie:) pozdrawiam słoneczkowo

Offline Zbyszek #13 dnia: Październik 05, 2007, 08:23:18

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 18
w/g mnie, wsparciem jest dawanie siebie,i to się czuje. Mówienie o wybaczaniu, jest jak mówienie o czymkolwiek, każdy ma w tym temacie coś
To czego się wypieram to też ja.

Offline Zbyszek #14 dnia: Lipiec 03, 2010, 18:46:59

  • Praktyk
  • *
  • Wiadomości: 18
Kiedy myślę że jestem osobą wybaczającą, to proces zachodzi przez umysł :D
Kiedy staję się osobą wybaczającą, to proces zachodzi przez ciało /rozdarte/
Kiedy umiem dopomóc drugiej osobie w tym by sama z siebie umiała zmienić stosunek do tego co ją zniewala, wtedy warto. Jeżeli chciałem zrobić coś dla siebie co uważałem za niemożliwa, musiałem zechcieć najpierw się z tym pogodzić. Godzenie się z czymkolwiek, moim zdaniem, ma w sobie pokorę i kierunek ku wolności, gdzie można się spotkać z odwagą i mądrością.
Jeżeli chcemy pomóc na siłę i za wszelką cenę, to jest wtedy tak jakby wyciąć na żywca i bez znieczulenia komuś kawałek jego świata i wsadzić tam swojego implanta. Niechybnie czeka za to tego kogoś zemsta i później się taki dziwi że tyle pomagał a teraz ma za to co ma.
To czego się wypieram to też ja.